¿Te has perdido un capítulo?

¡Captura nuestro cuento de hadas aquí!

Rozdział 1

Wszystko było tak, jak zawsze w Szkole Kucyków w Magicznej Krainie na Chmurach. Właściwie, wszystko wydawało się być tak, jak zawsze w Szkole Kucyków. Tomek westchnął myjąc zęby, rozczesał swoją grzywę i umył chrapy. Zupełnie tak samo, jak to zrobił wczoraj. I przedwczoraj. I tak, jak to zrobił przed przedwczoraj.  

Na torze kłusaków wszystkie kucyki chodziły w kółko. Tak jak zwykle o tej porze. Ćwiczyły kłus, którego Tomek nienawidził. Zarówno dlatego, że nie był zbyt dobry w kłusie, jak i dlatego, że uważał to za strasznie nudne zajęcie.  

Tomek zaczął głośno myśleć - co zdarzało mu się od czasu do czasu - Musi być przecież w życiu coś lepszego niż kłusowanie. W dodatku w jednym rytmie. - Kucyk przed nim nagle się zatrzymał i Tomek wpadł na niego z impetem. 

- Co mówisz? - krzyknęły wszystkie kucyki zgodnym chórem. I Lama, i Kama, i Rama, i wszystkie inne. Tomek lekko się zaczerwienił, bo przecież nie chciał, aby inne kucyki słyszały, co myśli. Ale skoro już to się stało, to mówił dalej.  

- No, bo... Czy nie zastanawialiście się nad tym, że mogą być inne rzeczy do robienia niż kłusowanie w jednym rytmie przez cały dzień? 

- Budzimy się, jemy, kłusujemy, śpimy. Tak już jest i tak zawsze było - wyrecytowały inne kucyki.  

- Ale jeśli ja chciałbym robić coś innego? - próbował Tomek.  

- Budzimy się, jemy, kłusujemy, śpimy. Tak już jest i tak zawsze było - powtórzyły inne kucyki. I dalej zaczęły zgodnie kłusować. Ale Tomek nie poszedł w ich ślady.  

Wkrótce kucyki zauważyły, że Tomek nie kłusuje razem z nimi i zatrzymały się.  

- Dlaczego nie kłusujesz? 

- Nie mam ochoty, ja chcę robić coś innego. 

Romek, ten najbardziej siwy z kucyków, który był najlepszy w kłusowaniu, ruszył w kierunku Tomka.  

- A co ty chcesz robić? 

- Ja chcę zwiedzać świat. 

- No te preocupes por mí.

 - ¿Dlaczego? - spytał Tomek.  

- Bo w naszej Szkole Kucyków wiesz co jest i wiesz co będzie. A świat jest duży i zły, i niebezpieczny. 

- Ja sam chcę to sprawdzić - odparł Tomek.  

Zaległa cisza. Romek na wpół zarżał a na wpół się zaśmiał.  

- No, no. Ale jesteś odważny. Może nawet tak odważny, że chciałbyś walczyć ze smokiem Drago? 

Inne kucyki wybuchły gromkim śmiechem. ¡Wszyscy wiedzieli, że Drago to najbardziej niebezpieczne zwierzę na całym świecie i że nikt - absolutnie nikt! - nie miał odwagi z nim walczyć.  

Tomek przełknął ślinę.  

- Tak, właśnie to chcę zrobić. 

Tomek spakował plecak i wyruszył w drogę, aby walczyć z niebezpiecznym smokiem.  

Rozdział 2

Gdyby Tomek miał być całkowicie szczery, to musiałby przyznać, że pomysł wyruszenia w świat i walki z niebezpiecznym smokiem nie był tak do końca przemyślany. Ale trzeba dotrzymywać danego słowa - zwłaszcza, jeśli się je dało samemu sobie. A więc Tomek wyruszył w świat, aby odkryć to, co jest do odkrycia w Magicznej Krainie na Chmurach.  

Tomek szedł przez ciemny i trochę straszny las. Wkrótce zobaczył most na rzece. Nie namyślając się długo, podszedł do mostu i już miał na niego wejść, gdy nagle przed nim wyskoczył ninja.  

- Co ty tu robisz?  

- Chcę przejść mostem przez rzekę - odparł Tomek.  

- Ależ tego się tak nie robi. Ja jestem strażnikiem mostu - powiedział z poważną miną ninja.  

- Ach tak, to bardzo ciekawe. A na czym polega twoja praca? - spytał Tomek.  

- Strzegę mostu i pilnuję, żeby każdy, komu to przyjdzie do głowy, tak po prostu na niego nie właził.  

Tomek zamyślił się. On sam nie uważał, że jest taki jak "każdy", on był Tomkiem i wybrał się w podróż aby przeżyć jakąś przygodę.  

- No tak, oczywiście masz rację. Ale czy JA nie mógłbym przejść tym mostem przez rzekę? - zapytał.  

Ninja zachichotał.  

- Powiedz mi, czy ty naprawdę nic nie wiesz o strażnikach mostów? 

- Nie bardzo - przyznał Tomek - tak naprawdę to po raz pierwszy jestem poza terenem Szkoły Kucyków, więc pewnie jest jeszcze dużo rzeczy, o których nic nie wiem. 

Ninja pokręcił głową.  

- No więc, aby dostać pozwolenie na przejście mostem, musisz odpowiedzieć na jedno pytanie. ¡Jedno trudne pytanie! Jedno... B¡ardzo trudne pytanie! 

- ¿Naprawdę? Mam nadzieję, że mi się uda - powiedział Tomek. 

Tomek spojrzał na ninja. Ninja spojrzał na Tomka. Obaj milczeli przez chwilę. 

- No A więc jakie to pytanie? 

- ¡Zaraz, zaraz, muszę je tylko wymyślić! Prawdę mówiąc rzadko ktoś tędy przechodzi, więc wyszedłem trochę z wprawy. 

Tomek usiadł i czekał cierpliwie.  

Nagle ninja poruszył się, jakby coś w niego trafiło.  

- ¡Jest! Wymyśliłem. To jest bardzo trudne pytanie. ¿Jesteś gotów? 

Tomek przytaknął.  

- Jaki jest... Twój ulubiony kolor? 

- Tak, to rzeczywiście trudne pytanie - powiedział Tomek. - A jaki jest twój kolor? 

- ¡Okzywiście czarny! 

- Naturalnie. Ja myślę, że moim ulubionym kolorem jest różowy. Albo... Nie, poczekaj. ¡Pomarańczowy! Nie Zielony. Tak, właśnie zielony. 

- Nie możesz tak po prostu wymieniać wszystkich kolorów. Jestem strażnikiem mostu i oczekuję jasnej odpowiedzi. 

- Zielony - odparł Tomek pewnym głosem. 

- Niech będzie. Możesz przejść mostem przez rzekę - powiedział ninja. - Ale właściwie to dokąd idziesz? 

- Idę znaleźć smoka Drago i walczyć z nim.  

Ninja zbladł.  

- To jest bardzo zły pomysł. ¡Drago jest diabelsko niebezpieczny i pluje ogniem! Może zostałbyś po prostu razem ze mną. Porzucalibyśmy sobie gwiazdami ninja i robilibyśmy inne ninja-rzeczy? 

Tomek uśmiechnął się i pokręcił głową.  

- To miłe z twojej strony ninja, ale jeżeli obiecałem sobie, że znajdę smoka Drago, to muszę go znaleźć. Być może spotkamy się innym razem. 

Rozdział 3

Tomek zgłodniał od tej długiej pogawędki ze strażnikiem ninją i odpowiadania na jego pytanie, więc postanowił zjeść przygotowany wcześniej posiłek.  

Znalazł w lesie małą polankę, na którą padały promienie słoneczne przebijając się przez korony drzew.. Leżało tam kilka większych kamieni, na których można było usiąść. Tomek rozpakował jedzenie i właśnie miał zagłębić zęby w kanapce, gdy usłyszał jakiś odgłos zza krzaka.  

- ¡Ćśś! 

Tomek wpatrywał się w krzak.  

- ¡Ćśś! - usłyszał znowu.  

To było bardzo dziwne. Tomek wstał i zajrzał za krzak. Było tam wejście do pieczary, a w niej Tomek zauważył parę świecących się oczu. 

- Hm Cześć.  

Tomek nigdy wcześniej nie widział takich dziwnych oczu i nigdy wcześniej nie rozmawiał z kimś, kto chował się w pieczarze. Dlatego nie wiedział, co ma powiedzieć. 

- Cześć - wyszeptał.  

- Masz coś do zjedzenia? - zapytał głos z pieczary. 

- No pewnie. Jak wyjdziesz na słońce mogę się z tobą podzielić - powiedział Tomek. - Przyjemnie byłoby mieć jakieś towarzystwo przy jedzeniu.  

Oczy przybliżyły się do Tomka i okazało się, że należały do bladego, chudego wampira.  

- Nie, nie da rady. Bo ja jestem wampirem - odpowiedział.  

- ¿Naprawdę? - visite Tomek.  

- Tak, i my nie tolerujemy światła. Absolutamente żadnego. Dlatego nie mogę wyjść z pieczary i szukać jedzenia w ciągu dnia, a ponieważ trochę boję się ciemności, to w nocy też nie wychodzę.  

- O, do pioruna. Rzeczywiście masz problem. Ale jeżeli usiądziesz w cieniu, to ja mogę usiąść obok ciebie na słońcu i możemy podzielić się moim jedzeniem. Mam i kanapki, i mandarynki, i różne inne rzeczy - powiedział Tomek.  

I tak siedzieli obok siebie i zajadali.  

- Jak chcesz wiedzieć, to planuję znaleźć smoka Drago i walczyć z nim. Wiesz, w którą stronę mam iść? - spytał Tomek.  

Wampir omal nie zadławił się kawałkiem banana.  

- ¿Drago? Drago jest diabelsko niebezpieczny i zieje ogniem, i pożera zarówno ludzi, jak i zwierzęta. ¡Trzymaj się od niego z daleka! 

- To prawda, tak o nim mówią. Ja jednak i tak chcę go znaleźć - odparł Tomek.  

- No to jesteś na właściwej drodze - powiedział wampir i wskazał w głąb lasu.  

- Dziękuję. Może się jeszcze kiedyś zobaczymy - powiedział Tomek, wstał, nałożył swój plecak i wszedł do lasu. 

Nie zaszedł jednak zbyt daleko, gdy zaczął żałować, że jednak nie został w domu w swojej bezpiecznej Szkole Kucyków. A to dlatego, że robiło się coraz ciemniej i zaczęła nadchodzić mgła. Nagle usłyszał ochrypły, ohydny śmiech. Tuż przed sobą... 

Rozdział 4

Kiedy Tomek usłyszał ten ochrypły, obrzydliwy śmiech w ciemnym lesie, oblał się zimnym potem. A że kucyki nie mają bujnej sierści, to zrobiło mu się naprawdę zimno.  

- Co to może być? Czy zdążę zawrócić? - pomyślał Tomek, ale zanim sobie odpowiedzi, pojawiła się przed nim wiedźma.  

Znów zaśmiała się głośno i obrzydliwie.  

- ¡No, kolego, tędy nie przejdziesz! 

- Ale... - zaczął Tomek, ale wiedźma przerwała mu i nie pozwoliła dokończyć.  

- ¡Nie przejdziesz dopóki nie oddasz mi wszystkich swoich rzeczy! 

- Ach tak. Dobrze - powiedział Tomek zrzucając plecak.  

- Co Co ty robisz? - spytała wiedźma.  

- Oddaję ci wszystkie moje rzeczy. 

- ¡Ale to nie tak ma wyglądać! ¡Musisz protestować i nie zgadzać się, a ja wtedy będę cię straszyć, że cię przemienię w kamień albo w pompkę do roweru, albo w coś równie ohydnego! 

- Aha... - powiedział Tomek. - Przepraszam, ale jestem pierwszy raz w lesie i po raz pierwszy spotkałem wiedźmę. Dlatego nie wiem, co trzeba robić. Ale jeśli to dla ciebie takie ważne, aby mieć wszystkie moje rzeczy, to proszę, możesz je sobie wziąć. Ja w każdym razie nie mam ochoty być przemienionym w pompkę do roweru. 

Tomek zaczął wyciągać rzeczy ze swojego plecaka. Wyciągnął szalik, notas, miecz i kilka innych rzeczy.  

- Masz.  

Tomek podał rzeczy wiedźmie, ale ona ze złością potrząsnęła głową.  

- Jeśli to ma tak wyglądać, to ja wcale nie chcę twoich rzeczy. 

Tomek pomyślał, że wiedźma jest trochę dziwna. Ale szybko wzruszył ramionami i zaczął pakować rzeczy z powrotem do plecaka. Kiedy z trudem wszystko to pakował, zwrócił się do wiedźmy.  

- Możesz mi pomóc? Idę na spotkanie ze smokiem Drago i chcę się z nim bić. Czy znasz drogę, bo ja się wcale nie orientuję? 

Wiedźma otworzyła szeroko oczy.  

- Drago jest diabelsko niebezpieczny i zieje ogniem, i pożera zarówno ludzi, jak i zwierzęta.. ¡I nie lubi wody sodowej! Czy to nie jest straszne?  

- Owszem. Nawet bardzo. Ale obiecałem sobie, że go znajdę. To jak, wskażesz mi drogę? - spytał Tomek.  

Wiedźma znów zarechotała po wiedźmowemu.  

- Owszem, mogłabym ci wskazać. ¡Ale nie zrobię tego, bo nie dałeś mi wszystkich swoich rzeczy!

 - Ale... - powiedział Tomek.  

- Nie żadne "ale". Ponieważ nie dałeś mi wszystkich swoich rzeczy, to nie mam ochoty wskazywać ci drogi. 

Wiedźma znów się zaśmiała, odwróciła i poszła swoją drogą.  

Tomek westchnął. Nie bardzo rozumiał, co zrobił źle. Już miał upchnąć wszystkie rzeczy do plecaka i go zapiąć, gdy zauważył w nim coś, czego sam tam nie wkładał, gdy się pakował. Była to klepsydra i lista. Tomek otworzył list. Był od Romka, tego najbardziej siwego z kucyków, który był najlepszy w kłusowaniu w Szkole Kucyków.  

W liście było napisane:  

"Dla Tomka. Jeśli dobrze zrozumiałem, pragniesz zwiedzić Magiczną Krainę na Chmurach. Ale twoje miejsce jest wśród kucyków i zawsze możesz zmienić swoje plany. Jeśli wrócisz do Szkoły Kucyków zanim cały piasek się przesypie w klepsydrze, to zdążysz wziąć udział w Paradzie, w której wystąpimy jako już wyszkolone kucyki. Jeśli nie zdążysz, nie będziesz już nigdy jednym z nas". 

Tomek złożył list, spojrzał na klepsydrę i przełknął ślinę.

Rozdział 5

Tomek szedł, szedł i szedł. I myślał, co powinien teraz zrobić. Najlepiej byłoby zawrócić do Szkoły Kucyków zanim rozpocznie się Parada Kucyków. Ale Tomek tak bardzo pragnął zobaczyć coś więcej. A poza tym obiecał sobie, że znajdzie smoka Drago. Więc musi dotrzymać tej obietnicy. A potem, jak się pospieszy, to zdąży na Paradę Kucyków i nie straci wszystkich swoich przyjaciół. 

Kiedy Tomek tak szedł zamyślony, wyszedł z ciemnego lasu i znalazł się na plaży. Nagle zza kamienia wyskoczył kowboj. 

- ¡Hej, kolego! 

- Hej - odpowiedział Tomek. 

- Ja jestem kowbojem - powiedział kowboj 

- Tak się domyślam po twoim kapeluszu kowbojskim. I butach kowbojskich. I gwieździe szeryfa - powiedział Tomek.  

- Ach tak, rzeczywiście. 

- Czy możesz mi pomóc? - spytał Tomek. - Muszę znaleźć smoka Drago, a nie znam drogi. Czy wiesz, gdzie on mieszka? 

- Oo, Drago jest diabelsko niebezpieczny i zieje ogniem, i pożera zarówno ludzi jak i zwierzęta. I nie lubi wody sodowej. ¡I jest zły!  

Tomek przytaknął.  

- Tak, już to słyszałem, ale jednak chcę go znaleźć. Czy wiesz, gdzie on mieszka? I czy możesz mi to powiedzieć? Trochę się spieszę. 

- O tak, ja wiem dokładnie, gdzie on mieszka. Ale, czy nie mógłbym najpierw opowiedzieć ci historyjkę? Visite historiajki! 

- Właściwie to nie mam czasu... - zaczął Tomek, ale kowboj mówił dalej, jakby nigdy nic. 

- To było wiele lat temu, kiedy galopowałem przez całą Amerykę, ponieważ zakochałem się w córce poszukiwacza złota, który wybrał się na Alaskę, aby tam szukać złota.. Ale stało się niestety tak, że już po dwóch dniach jazdy mój koń złapał gumę. I wtedy...  

Tomek kilkukrotnie próbował mu przerwać, ale kowboj wciąż opowiadał i opowiadał, i opowiadał. Wcale nie można było go zatrzymać. W końcu skończył swoją opowieść. Tomek był dość niecierpliwy i chrząknął:  

- Ładna historia Ale wróćmy do smoka. 

Kowboj znów mu przerwał.  

- Dobrze, dobrze, powiem ci. Ale czy najpierw nie chciałbyś zobaczyć moich rzeczy? Patrz, mam piłkę do skakania i nożyczki, i jojo, i wiaderko, i 

Tomek próbował powstrzymać kowboja, ale ten wciąż opowiadał o wszystkich swoich rzeczach. Kiedy wreszcie skończył, Tomek szybko zabrał głos. 

- Mnie się naprawdę śpieszy, czy mógłbyś mi powiedzieć, w którą stronę mam iść, aby znaleźć Drago? 

- No pewnie, ale może najpierw w coś zagramy? Mam cztery w rzędzie i chińczyka, i szachy, i trochę kart do gry, i... 

Kowboj mówił, mówił i mówił. W końcu Tomek przerwał mu, podnosząc głos:

 - ¡Muszę już iść!  

I zaczął iść szybko plażą. Nie wiedział właściwie gdzie jest ani w którą stronę ma iść, ale przynajmniej nie stał w miejscu.  

 

Gdy Tomek tak szedł przez jakiś czas, plaża zmieniła się w pustynię. Wielką, gorącą pustynię pełną piasku. Tomek zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Jedyne, co widział, to piasek. I jeszcze więcej piasku. A może zabłądził? Nagle zmrużył oczy. Co tam jest na horyzoncie? To S¡tatek piracki! 

Rozdział 6

Tomek poszedł w stronę pirackiego statku. Trudno było mu iść po piasku, a jego nogi stawały się jakby coraz cięższe. Nic dziwnego, w końcu szedł przez cały dzień. Był już blisko statku, gdy rozległ się wielki huk i coś ciężkiego wylądowało tuż obok Tomka. ¡Kula armatnia! 

- Przestań strzelać, ja chciałem tylko o coś zapytać - krzyknął Tomek z nadzieją, że ktoś go usłyszy. Odpowiedział mu zachrypły głos.  

- Ojej, przepraszam, to tak z nawyku. My, piraci, lubimy strzelać z armat do ludzi. 

- Aha, to ty jesteś piratką? - spytał Tomek z ciekawością i podszedł bliżej.  

Na pokładzie statku pirackiego stała dziewczynka z opaską na jednym oku, dużą szablą, kolczykiem w uchu, dwiema drewnianymi nogami i papugą na ramieniu.  

- Czy ja jestem pirat? Por favor, ten en cuenta que somos piratas., jak najbardziej. Más información - ¡władczyni siedmiu mórz, diabeł morski, znana i budząca postrach od Bieguna Północnego po Przylądek Dobrej Nadziei! 

- Łał. Fajnie - powiedział Tomek. - Ale, jakby to powiedzieć, muszę ci zadać pewne pytanie. Dlaczego twój statek stoi pośrodku pustyni? 

Straszna Finka nagle się rozgniewała. 

- A dlaczego niby ty jesteś na pustyni?

- Przede wszystkim dlatego, że zgubiłem drogę. Poluję na smoka Drago, ale nie bardzo wiem, gdzie mogę go znaleźć. - odpowiedział Tomek. 

Straszna Finka otworzyła szeroko oczy.

 - Słuchaj no, to jest głupi pomysł. ¡Drago jest diabelsko niebezpieczny i zieje ogniem, i pożera zarówno ludzi jak i zwierzęta, i nie lubi wody sodowej, i jest zły, i jest tak silny, że może podnieść statek piracki i rzucić go na pustynię! 

Tomek przełknął ślinę. Pomyślał sobie, że im więcej o nim słyszał, tym straszniejszy Drago się wydawał.  

Finka kiwnęła rezolutnie głową:

- I tak właśnie się stało. Drago rzucił mój statek tutaj i nie mogę wypłynąć na siedem mórz i plądrować innych. 

- Watashi wa kyandî ga hoshîdesu - zaskrzeczała nagle papuga.  

- To twoja papuga umie mówić? 

- Aha - odpowiedziała dumnie Finka.  

- A co ona powiedziała? 

- Nie wiem, ona mówi tylko po japońsku. 

- Ach tak - odpowiedział zawiedziony Tomek. - ¿A Drago? Czy wiesz, gdzie on mieszka? 

- Tak, musisz iść tą drogą - powiedziała Finka i wskazała mu kierunek.  

Tomek podziękował i wyruszył znów w drogę. Szedł i myślał, że tym razem poszło mu zaskakująco gładko z dowiedzeniem się, którą drogą ma iść.  

Nagle zaczął wiać wiatr. Najpierw mocno, potem jeszcze mocniej, a na końcu z wiatru zrobiło się tornado.. Tomek wzniósł się w powietrze i zaczął wirować....

Rozdział 7

Tomek wirował w oku tornada z taką siłą i prędkością, jakiej nigdy przedtem nie przeżył. Razem z Tomkiem wirowały najprzeróżniejsze rzeczy - skarpetki, książki, puzzle, skrzynka i tysiąc innych. przedmiotów. Tomek koncentrował się najbardziej na tym, aby żadna z nich nie uderzyła go w głowę, ale także próbował rozejrzeć się za czymś, czego mógłby się przytrzymać. 

Nagle wicher ustał i w tej samej chwili Tomek zdążył złapać gumową łódkę, która leciała obok niego. Tomek i łódka spadli z wielkim impetem i pluskiem do rzeki.  

"O rany, to mogło się źle skończyć", pomyślał Tomek i jednocześnie zauważył, że łódka płynęła naprawdę bardzo szybko. I jeszcze szybciej, i szybciej. Przed nimi ukazał się wodospad.  

Tomek desperacko próbował wiosłować swoimi kopytami do brzegu, ale bez względu na to, jak mocno wiosłował, wodospad zbliżał się bardzo szybko. Tomek zamknął oczy i prawie zemdlał ze strachu.  

Gdy otworzył oczy, zobaczył, że on i łódka zostali wyrzuceni na brzeg. Był cały przemoczony od pyska do ogona, a wszystkie jego rzeczy leżały rozrzucone na trawie. Na szczęście wciąż miał swoją klepsydrę i przede wszystkim - żył.  

- Co tak leżysz i czego tu szukasz? - usłyszał nagle czyjś głos.  

Za Tomkiem stał wysoki mężczyzna z wielkimi bicepsami. i jeszcze większymi wąsami. Obwieszony był linami i sprzętem do wspinaczki.  

- To właściwie długa historia, ale krótko mówiąc, jestem w drodze na zamek Draga. Czy wiesz, gdzie to jest? 

Wielki mężczyzna pokręcił głową.  

- To nie jest dobry pomysł. ¡Drago jest diabelsko niebezpieczny i zieje ogniem, i pożera zarówno ludzi jak i zwierzęta, i nie lubi wody sodowej, i jest zły, i jest tak silny, że może podnieść statek piracki i rzucić go na pustynię! I bardzo brzydko pachnie mu z ust. 

Tomek przerwał mu zniecierpliwiony.  

- Tak, tak, już to słyszałem Wiele razy. Ale czy wiesz, gdzie on mieszka? 

- Mogę ci pokazać. Musimy tylko wspiąć się na wierzchołek tej góry. ¡Ale musimy się ścigać, kto pierwszy tam dotrze! 3-2-1 ¡Arranca! 

Tomek spojrzał w górę i skinął głową wskazując schody. 

- Nie możemy po prostu iść schodami? 

Nikt mu nie odpowiedział. Olbrzymi mężczyzna już wspinał się na górę. Tomek wzruszył ramionami i wszedł na schody. Po drodze zobaczył jabłoń i zerwał piękne, czerwone jabłko. Zanim dotarł na sam szczyt, zdążył uciąć sobie drzemkę i pogwizdać przekomarzając się z ptakiem. 

Na szczycie Tomek przez pół godziny cieszył się słońcem, zanim dotarł tam zziajany i oblany potem mężczyzna. Ależ był zły, gdy zobaczył Tomka. 

- Jak do pioruna to zrobiłeś?  

Tomek już miał wytłumaczyć, że po prostu wybrał schody i że to przecież jest łatwiejsze od całej tej wspinaczki, ale mężczyzna przerwał mu.  

- ¡W takim razie zejdziemy w dół i zobaczymy, kto tam będzie pierwszy! 

Tomek szybko się zastanowił.  

- W porządku, ale najpierw pokaż mi zamek Drago. 

- No dobrze. ¡Tam! - powiedział mężczyzna wskazując palcem, a potem, z zawrotną prędkością, zaczął ponownie schodzić w dół.  

Tomek pokręcił głową i zaczął iść w tym kierunku, który wskazał mu